Tropiciel – rzeźnia w historii bardzo alternatywnej

pathfinder Każdy w miarę rozgarnięty uczeń szkoły podstawowej zdaje sobie sprawę z faktu, iż w 1492 roku Krzysztof Kolumb dotarł do brzegu kontynentu amerykańskiego (w rzeczywistości było to wybrzeże wyspy San Salvador, ale nie czepiajmy się szczegółów). Nie każdy jednak wie, że już w XI wieku na amerykańskiej ziemi stopę postawił niejaki Leiff Eriksson. Możemy się tego dowiedzieć z filmu Marcusa Niespela pod tytułem „Tropiciel”…

 I jest to chyba jedyna informacja, którą można uznać za zgodną z obowiązującymi annałami historii. Cała reszta to już radosna twórczość reżysera, który chyba trochę zbyt dużo czerpał ze swojego wcześniejszego dzieła – „Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną”. Ale do rzeczy!

 To właśnie lądowanie wikingów staje się zawiązaniem fabuły „Tropiciela”

 Najeźdźcy z Europy, po wyrżnięciu w pień kilku wiosek tubylców, odpływają z powrotem do ojczyzny, przez przypadek zostawiając na „Zielonej Wyspie” młodego chłopaka. Zostaje on odnaleziony i przygarnięty przez indiańskie plemię. Po 15 latach najeźdźcy po raz kolejny zagrażają indiańskim plemionom, lecz tym razem na ich drodze stanie ich własny krewniak.

 Film opiera się przede wszystkim na brutalności – tryskającej krwi, wypływających flakach, turlających się po ziemi gałkach ocznych i tym podobnych (dlatego też wspomniałem o wcześniejszym dorobku reżysera). W ogóle by mi to nie przeszkadzało, bo fajnie jest od czasu do czasu obejrzeć sobie trochę brutalnego kina, ale niestety tutaj mamy do czynienia z produkcją, w której krew i flaki to jedyna rzecz, jaką ma ona do zaoferowania. Jest kilka niezłych widoczków, jakieś tam sceny walki oraz elementy uczuciowe, niestety żadna z tych składowych nie zapada, ani na krócej, ani na dłużej w pamięć. Oglądając „Tropiciela” często można odnieść wrażenie, że to nie film przygodowy, a raczej typowy slasher, a nie tego na początku się spodziewamy.

 W tej niezbyt ciekawej i dość oklepanej formule, wyróżniają się sami wikingowie. Niestety też na minus. Mogę zrozumieć intencję twórców, którzy chcieli ukazać najeźdźców jako bezduszne istoty, ale trzeba zachowywać jakiś umiar! Wikingom bliżej tutaj do Uruk-hai niż ludzkich istot. Wysmarowani jakimś błotem, czy innym smarem, górujący nad Indianami w skali 2:1, poubierani w jakieś czarne zbroje i rogate hełmy, wydają z siebie dźwięki, których mogłaby im pozazdrościć niejedna bestia z filmu fantasy, stają się raczej zabawni niż przerażający.

 Jak w większości filmów tego typu mamy też sporo nieścisłości, przede wszystkim związanych z czasoprzestrzenią. Odległości, które normalnie trzeba by pokonywać przez kilka dni, bohaterowie przechodzą w 5 minut. Olbrzymi teren kanadyjskiej puszczy okazuje się zbyt mały żeby ukryć się przed liczącą może z 40 chłopa drużyną wikingów. Inna sprawa to nasz główny bohater, który pomimo tego, że nigdy w życiu nie miał okazji walczyć z mieczem w ręku (nie wspominam tutaj o wymachiwaniu nim bez jakiegokolwiek oponenta) nagle okazuje się mistrzem fechtunku, który potrafi w 5 sekund zaszlachtować 3 zakutych w zbroje weteranów wojennych. Ale są to rzeczy, które filmom tego typu się wybacza i nie przeszkadzają one w bezpośrednim odbiorze.

 Czytając tą recenzję można by pomyśleć, ze mamy tu do czynienia z jakimś potwornym gniotem, od którego trzymać się trzeba z daleka. Ale jednak na Filmwebie postawiłem solidne 5. Dlaczego? Bo mimo wszystko film się specjalnie nie nudzi. Pomimo przewidywalnej fabuły, średniej gry aktorskiej, oraz całkowitej jednowymiarowości konstrukcji, oglądając „Tropiciela” siedziałem i nawet specjalnie się nie nudziłem.  Warto pamiętać, że jest to kolejna hollywoodzka produkcja, niewyróżniająca się niczym specjalnym, nie zmieniająca waszego spojrzenia na świat, nie dostarczająca żadnych walorów intelektualnych, ale znośna i bezbolesna w trakcie oglądania. Specjalnie nie polecam, ale kiedy już naprawdę nie będziecie mieli nic innego, to od biedy można odpalić i dać swoim szarym komórkom prawie 2 godziny urlopu.

M.

photo by Katherine

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s