Wiedeńska masakra filmem beznadziejnym

medium_2898721322

Są takie filmy, za które scenarzystów oraz reżysera powinno się zamykać. Izolować, aby więcej nie irytowali ludzi, nie marnotrawili ogromnych pieniędzy i nie tracili czasu zwykłych zjadaczy chleba. Albo ubezwłasnowolniać. Aby nie ośmieszali się więcej publicznie. Właśnie coś z tego asortymentu wybrałbym w odniesieniu do twórców „Bitwy pod Wiedniem”.

Teraz uwaga, bo zaczyna się cała procesja spoilerów. Film jest tak nędzny, że nie warto go oglądać, ale jakby ktoś jednak wyrażał ochotę, to ja ostrzegam.

Wspaniała wiktoria polskiego króla

Film zaczyna się buńczuczną zapowiedzią, że oto twórcy zechcą nam opowiedzieć historię konfliktu, który uratował Europę. Będzie to film o wspaniałej wiktorii polskiego króla, o poświęceniu, odwadze i wielkości. Po dwóch godzinach seansu pozbywamy się wątpliwości, że cokolwiek z powyższych w filmie wystąpiło.

Na początku zaznajamiamy się z osobą mnicha o imieniu Marco. Ubogi kaznodzieja, którego wiara jest tak żarliwa, że uzdrawia ślepców i leczu obłożnie chorych. Skromność owego mnicha niewiele jest mniejsza niż jego wiara. I w zasadzie ten człowiek jest głównym bohaterem filmu. Jeżeli ktoś spodziewał się historii o polskim zwycięstwie, to srodze już się rozczarowuje.

Mnich jest do cna dobry, prosty i ubogi. Nie znajdujemy na jego prostej duszy nawet cienia winy. Później pojawia się całkowicie niezrozumiany wątek jego rodziny. Nic on do filmu nie wnosi, jest całkowicie nieistotny i szybko zapomniany. Ale czego ja wymagam od filmu, który do logiki ma się mniej więcej tak jak piernik do wiatraka.

EFKTY SPECJALNEj troski

Są tragiczne. Oceniłbym je jako dobre, ale w grze komputerowej, wydanej jakieś osiem lat temu. W filmie z roku 2012 wyglądają one żałośnie. Wielka mina eksploduje, wysadzając pół muru okalającego Wiedeń po czym do szturmu rzuca się wielka turecka armia. Wielka, czyli jakieś 20 chłopa. Pozostałe 290 980 osób siedzi w okopach i obserwuje dzielną obronę. Atakujący mają przewagę. Choć wcześniej była mowa o tym, że stolicy Austrii będzie broniło 15 tysięcy ludzi, to szturm stara się odeprzeć jakieś 15 osób.

Aby podkreślić przewagę atakujących, prawie wszyscy obrońcy giną od samych bomb, rzucanych przez coś, co prawdopodobnie miało wyglądać jak janczar (ale nim nie jest – oni nie szli w pierwszym szeregu jak mięso armatnie na szturm i byli fanatykami, nie cofali się), ale gdy Turcy się cofają, to cała piętnastka dumnie stoi na murach i cieszą się ze zwycięstwa. Pada dramatyczne zapewnienie dowodzącego, że długo się tak chyba nie utrzymamy. Po czym polski poseł, niesamowity bystrzak, pyta się co tam widać na horyzoncie. Po skorzystaniu z lunety, okazuje się, że to idą polskie wojska. Zaznaczam, że jesteśmy w tym momencie pod oblężonym przez Turków Wiedniem.

Jak znieważyć króla

Zmieniamy wystrój i przenosimy się do Lienz, miasta oddalonego od stolicy o jakieś 300 kilometrów. To tam uciekł cesarz, a więc tam odbywa się wojenna narada, na której zjawia się… Jan III Sobieski. Starszy, tępawy i niezdarny monarcha. Wydawać by się mogło, że powinien prowadzić swoje wojska. On jednak teleportuje się kilkadziesiąt kilometrów, aby domagać się dowodzenia. Ciekawe jest również to jak wygląda sama narada. Książęta Rzeszy siedzą za stołem, siedzi nawet mnich Marco. A polski król stoi. Gdyby reżyser miał jakiekolwiek pojęcie o czasach, w które przeniósł swój film, wiedziałby że po takiej zniewadze wszyscy by wyszli z sali i bitwy by nie było. Pomijam już jak się książęta zwracają do – bądź co bądź – ale króla! A ten patrzy na nich swoim tępawym wzrokiem i nie reaguje.

Wspinaczka na Kahlenberg

Później znowu wracamy pod Wiedeń. Pokazana scena wspinaczki pod górę Kahlenberg. Rzutki i przebiegły plan zakładał wprowadzenie na stromy szczyt polskiej ciężkiej jazdy oraz armat i zaskoczenie Turków z tego miejsca. Muzułmanie jeszcze nie wiedzą, że przybył Sobieski. Tak byli pochłonięci obserwowaniem szturmu, że nie zauważyli ogromnej armia zmierzającej w ich kierunku. Armia najprawdopodobniej się później rozpłynęła, że zwiadowcy nie wykryli jej przybycia. Husaria wspina się więc w strugach deszczu, przez wielkie błota, ale na szczyt przybywa niestrudzona i zupełnie sucha. Później jest atak. Zalane armaty strzelają bez problemu, mordując setki wrogów (jak atakują Turcy to zawsze ginie ich mało, a leje się od zarąbania krwi Austriaków, jeżeli zaś atakujemy muzułmanów, to prawie nie giną Polacy, wyłącznie Turcy – też taka ciekawa zależność). Później szarżę zaczyna chluba polskiej armii, osławiona husaria.

Ta husaria to zwykła hołota

Wygląda to śmiesznie. Jakieś ludziki na koniu trzymają w rękach jakieś kijki zakończone grotami i atakują jakby byli grupą awanturników z podwiedeńskiej karczmy. Husaria uderzała ławą – w tym była jej siła. Tratowali wszystko po drodze, kopia obok kopii, kolano obok kolana, w ten sposób. Dlatego husarze z opisywanego filmu to zwykła banda awanturników, ładnie ubrana i nie wiedzieć czemu, udająca chlubę oręża polskiego. Pędzą na oślep i bez zastanowienia. Gdyby konni tak atakowali w czasach Sobieskiego, król kazałby ich batogiem pędzić spod Wiednia do samej Warszawy. O ile oczywiście byłoby kogo pędzić.

Choć zginęło ze sto osób, wielki wezyr rzuca się do ucieczki. Później zostanie za to zamordowany. Wyobraźcie sobie, że przez uduszenie. Choć na jego szyi zaciska się coś, co na potrzeby tego tekstu nazwijmy sznurem, facet stoi twardo i nawet nie walczy o życie. Normalnie jakby był z marmuru.

Każdy gniot ma swój koniec. Na szczęście

Film na całe szczęście się kończy. Choć powinien po 10 minutach. Dwie godziny to zdecydowanie za dużo dla tego typu gniotów. Reżyser traktuje widza jak idiotę, który łyknie wszystko, bo temat jest fajny i występuje kilku średnio znanych aktorów. Szkoda mi czasu na takie filmy. Uważam, że 2.9 to ocena zawyżona. Film był tragiczny. Obok Kac Wawa będzie czekał na godną konkurencję. Ta pojawi się pewnie niedługo, bacząc na to jak traktuje się bywalców kin.

Ten film zdecydowanie sprał mnie po pysku. Starą, cuchnącą rybą z wioski Galów.

 T.

photo by Marcin Bajer

Teraz postaramy się także zamieszczać krótkie opinie czytelników naszego bloga, kolegów i koleżanek „po fachu” i ogólnie każdego kto by chciał, o filmach które recenzujemy. Zaczynamy skromnie – od jednej oceny. Następnym razem może znaleźć się tutaj Twoje zdanie – zbieram opinie o filmie „Miłość”.

Dzisiaj za pomoc dziękuję Agacie Drewny z bloga SamoCHA:

„Film z serii: „szkolna czytanka o historii Polski”. Gwoździem do trumny jest postać Borysa Szyca, aktora o facjacie praskiego rozbójnika, a nie hetmana – wzoru cnót wszelakich. I co w tym „dziele” robi Jerzy Skolimowski? Śmiech na sali! Efekt przekomiczny!”

Reklamy

One thought on “Wiedeńska masakra filmem beznadziejnym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s