Do zakochania jeden post…

Do zakochania jeden post_Atilla Kefeli

 Przystojni chłopcy, urocze dziewczęta. Zabójczy bruneci i słodkie blondynki. Studenci, licealiści i gimnazjaliści. Poszukiwani. Wszyscy! Na profilach spod znaku spotted.

 Piękny królewicz musiał z pantofelkiem w ręku przemierzyć całe królestwo, aby znaleźć swoją lubą, którą okazał się Kopciuszek, niechciana córa wyrodnej macochy. Szczęście miał, że dziewczyna wybiegając, zgubiła but. Bez tego nawet przeczesanie całego świata by nie pomogło. Pomyślcie jak proste byłoby to w dobie powszechnego Internetu. Dzisiaj wystarczyłoby, że książę odszukałby profil na Facebooku o nazwie „Spotted: pałac królewski” a życzliwa wróżka już by zadbała, aby odpowiednio otagować jego anonimowy post, żeby trafił do kogo trzeba.

Organizowanie uczuć

 Profile spod znaku Spotted to wręcz genialne miejsce dla śmiałych i szarmanckich kawalerów, którzy w okrutnym świecie, w którym nie ma czasu na refleksję, a co dopiero na amory, szukają swojej drugiej połówki. To również miejsce dla uroczych dam, które pochłonięte innymi zadaniami, nie mają po prostu czasu zaangażować się w dłuższą pogawędkę ze spotkanym na mieście młodzieńcem, który wpadł im w oko. W końcu – profile spotted to kolejna moda, która nawet gdy przeminie, będzie miała kilkunastu zwolenników, którzy na Facebooku zechcą organizować swoje życie uczuciowe. Użycie czysto technokratycznego słowa „organizować” bynajmniej przypadkowe nie jest.

Miłość po grób!

 Społeczności bacznych obserwatorów uroków płci przeciwnej, zrzeszonych na internetowych stronach, pojawiła się w naszym kraju jakoś w podobnym czasie, w którym miał się skończyć świat. Na przełomie 2012 i 2013 roku, z naciskiem na ten drugi. Trend przywędrował do nas z Wielkiej Brytanii i wygląda na to, że zagości na kilka tygodni.

 Strony spotted powstają dla konkretnych miejsc. Z moich poszukiwań wynika, że obecnie najwięcej obserwatorów jest w warszawskiej Bibliotece Uniwersyteckiej. Zastanawia mnie, czy stołeczni żacy czytają tak samo pilnie jak filują. Sporo polubień zebrały także strony zrzeszające pasażerów komunikacji miejskiej – MPK Łódź, MPK Kraków czy nasza poznańska bimba. Podobna strona istnieje również dla Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Maksymę, że miłości można się nabawić aż po grób, potwierdza profil „Spotted: cmentarz Łostowice”. Spektrum lokacji może ograniczyć tylko ludzka wyobraźnia, więc podejrzewam, że gdyby lepiej poszukać, to jeszcze jakieś smaczki by się znalazły. Ale zostańmy w Poznaniu.

Miejsce dla bimbających w bimbie

 Więc jeżeli podróżujemy poznańską bimbą (dla „słoików” takich jak ja: bimba=tramwaj) i wypatrzymy jakąś interesującą nas osobę (w przypadku autora tekstu będzie to prawdopodobnie niewiasta), wcale nie musimy do niech podchodzić i silić się na rozmowę. Spokojnie dalej możemy tracić czas, gapiąc się w okno. Po powrocie do domu, nieziemską osobę wystarczy opisać na Facebookowej stronie „Spotted: Bimba Poznań”. Później pozostaje tylko mieć nadzieję, że nasza ofiara ją przegląda, albo robią to jej znajomi i ją skojarzą. Dalej powinno być już łatwo.

 – Przez stronę „Spotted: Bimba Poznań” poznało się naprawdę wiele osób, ale nie możemy na dzień dzisiejszy stwierdzić, czy te znajomości przerodziły się w „gorącą miłość”. Myślimy, że ten etap jest dość złożony i trzeba być cierpliwym – wyjaśnia Andrzej, administrator strony.

Milczący podróżujący

 Psycholog z amerykańskiego Uniwersytetu Yale, Esther Kim, prawdopodobnie z nadmiaru wolnego czasu, zajęła się badaniem profilu typowego użytkownika komunikacji miejskiej. Z jej badań wynika, że pasażerowie niechętnie nawiązują ze sobą jakikolwiek kontakt. Alienują się za pomocą słuchawek, książek, udawanego snu czy tępawego wypatrywania atrakcji za oknem. Warszawski ZTM wyszedł z inicjatywą, która miałaby ożywić relację uczestników komunikacji miejskiej. W środkach publicznego transportu miałyby się pojawić osoby ze specjalnymi emblematami, które oznaczałyby, że ich posiadacz chętnie nawiąże dialog. Spotted to podobna inicjatywa, która jednak relacje przenosi do sieci, a rozmówcom (do czasu) gwarantuje względną anonimowość. Nie zapominajmy jednak, że każdy medal ma dwie strony i przez tę anonimowość właśnie, bardzo łatwo możemy stać się obiektem żartu.

 – Wiadomo, że trzeba do tego wszystkiego podchodzić z dystansem, bo pewnie już nie raz i nie dwa robiono sobie z ludzi żarty, ale jeśli ta inicjatywa ma pomóc w powstaniu choć jednego, scementowanego związku, to niech sobie jest. To całkiem ciekawy pomysł. Można by rzec, że głupi i dla nieśmiałych, ale od kiedy moja skromna osoba tez była poszukiwana przez „nieśmiałą blondynkę” diametralnie zmieniłem zdanie! – wyznaje Marcin, student dziennikarstwa.

 – Ryzyko jest niewielkie. Ostatnio poznałam w ten sposób fajnego chłopaka i mam nadzieję, że będzie nam się tak dobrze rozmawiało jak do tej pory – mówi studentka dziennikarstwa, która w obawie o znajomość nie chce ujawnić nawet imienia.

Gonić czy złapać?

 I tak to się kręci. Przeglądanie profilów Spotted traktujemy jako dobrą rozrywkę oraz ciekawostkę, jednak przyznać się, że kogoś się w ten sposób poznało i utrzymuje się ten kontakt, jest już chyba trochę stygmatyzujące. No i czy nie odbiera to całego uroku? Bajka o Kopciuszku skończyłaby się bardzo szybko, gdyby królewicz odnalazł swoją wybrankę na drugi dzień po balu. A tak, gdy musiał jeździć po całym królestwie, zrobiła nam się piękna opowieść o miłości, ze wzruszającym i do bólu ckliwym morałem. O co więc w końcu chodzi? O złapanie króliczka czy o gonienie go?

 Tekst pochodzi z marcowego wydania Bardzo Uniwersyteckiego Czasopisma. Photo by Atilla Kefeli.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s