50 odcieni słabej książki

large_4027395431

Babą jestem i nic co babskie nie jest mi obce. Podobno. Pisaliśmy Wam już na łamach bloga, że statystyki czytelnicze poleciały na łeb na szyję. A jak już Polacy czytają, to czytają… No właśnie, co? Według statystyk roku 2012, najbardziej poczytną książką jest 50 Twarzy Greya E.L. James. Przeczytałam kilka notek wydawniczych, które postawiły mi włosy dęba – porno na kartach książki, śmiałe sceny erotyczne, niewinna studentka uwiedziona przez miliardera, czerwony pokój bólu i dziewica. Zapowiadała się literatura najwyższych lotów. Ale nie mam w zwyczaju oceniać książki dopóki jej nie przeczytam.

Więc dorwałam ją w swoje ręce i zaczęłam. Nawet nieźle wydane. Okładka estetyczna, nienachalna. Przynajmniej  nie ma „gołej baby z cyckami”. Kajdanki, kolorystyka utrzymana w błękicie, szarościach i granacie.

Banalna historia współczesnego Kopciuszka. Ona kończy studia i jest niewinna jak dziecko. Mężczyźni są jej obcy. Potem, oczywiście całkiem przypadkiem i w wyniku zbiegu okoliczności, poznaje Jego. On jest cudowny. Bogaty, przystojny, bożyszcze tłumów kobiet i obiekt męskiej zazdrości.

Anastasia Steele ma w zastępstwie chorej koleżanki przeprowadzić wywiad z niespełna trzydziestoletnim bajecznie bogatym potentatem komputerowym. Oczywiście jest tak strasznie zauroczona Christianem, że robi z siebie idiotkę, ni z gruchy ni z pietruchy pytając go, czy aby przypadkiem nie jest gejem. Mam nieodparte wrażenie, że autorka naczytała się sagi Zmierzch, bo postacie charakterologiczne są niemal odlewami cudownego wampira i niewydarzonej śmiertelniczki z niezbyt bogatą mimiką twarzy.

Ana, bo tak siebie każe nazywać bohaterka książki, jest tak naiwna, jakby narodziła się wczoraj.  Daje się poprowadzić jak po sznurku prosto do „czerwonego pokoju bólu” – ta nazwa spowodowała u mnie histeryczny wręcz napad śmiechu. A nie jest to jedyne wyrażenie, które według fanek trylogii ma szansę wejść do słownika na stałe. Inne, moje ulubione to „waniliowy seks”, czyli taki „normalny”, bez podwieszania na krzyżu, biczy i innych zabawek o których nie śnił markiz de Sade. Są tu jeszcze inne językowe kwiatki. Wyobraźcie sobie, że jesteście 23-letnią dziewczyną i coś was strasznie zdenerwowało. Jakie słowa przyjdą Wam do głowy?

Ana przeklina – „Kuźwa do kwadratu”, „O święty Barnabo!” „Kurka wodna!”. Co ciekawsze, bohaterka ma delikatne rozdwojenie jaźni, wyjaśniałoby to przeskok od niewinnej dziewczynki do femme fatale, która w mig łapie najbardziej wymyślne łóżkowe zabawy i konfiguracje. „Ta druga” to wewnętrzna bogini. Co robi? Zwykle tańczy – salsę, tango. Czasem inne dziwne rzeczy, na przykład wystawia główkę, albo się chowa głęboko w lędźwiach.

W zasadzie sceny są bardzo podobne to tych ze Zmierzchu. Zabawa w Pana i Uległą – ona stara się być niepokorna, więc dostaje po tyłku (dosłownie!). On nie toleruje jej przewracania oczami i mniej więcej co druga stronę łapie ją za brodę i zadziera głowę do góry. Hm, mnie rozbolałby kark, ale widocznie jest odporna. I tak ciągle. Anastasia chciałaby zmienić ten układ, oparty tylko na seksie, w stały związek, ale on się opiera. Poza tym miał ciężkie dzieciństwo i sam kiedyś był niewolnikiem seksualnym innej kobiety.

Podobno właśnie tego chcą współczesne kobiety. Takiej literatury. Nie żebym miała coś przeciwko pisaniu o erotyce i takich scenach, ale jest to bardzo trudna sztuka, która niewielu się udała. A już na pewno nie pani James. Wszystko to jest płaskie, bez polotu, z bardzo mało finezyjnym i zawężonym słownictwem. Jeśli to właśnie podoba się przedstawicielkom mojej płci, to ja się martwię.

Zwykle jest tak, że nawet jeśli na jakąś książkę narzekam, to jestem w stanie wymienić kilka dobrych w niej rzeczy. Tutaj staram się, staram i mi nie wychodzi. No chyba, że zaliczyć walor humorystyczny, który nie był zamierzony przez autorkę.

Ktoś napisał, że to takie porno dla gospodyń domowych, niezadowolonych ze swojego życia erotycznego. Jednak nie do końca. Często widuję w tramwajach czy w parku lub na uczelni dziewczyny w moim wieku, które czytają ten chłam z wypiekami na twarzy. Jeśli szukają takiej właśnie „pikantnej literatury”, to jestem w stanie od ręki wymienić pięć tytułów z dziesięć razy lepiej opisanymi scenami erotycznymi. Rozumiem, że to debiut autorski pani James, ale porwała się z motyką na Słońce.

Na koniec przychodzi taka smutna refleksja. Pomarudzić sobie na tę książkę mogę i wytknąć błędy, ale jednak ludzie na całym świecie to czytają i pewnie przez całe życie nie zarobię tyle ile autorka 50 Twarzy Greya na swojej trylogii.

A może ja po prostu nie rozumiem tej powieści? Czy ktoś z Was może mi wytłumaczyć jej fenomen?

(zdjęcie od  Illusive Photography)

K.

g5021

Reklamy

11 thoughts on “50 odcieni słabej książki

  1. „Mam nieodparte wrażenie, że autorka naczytała się sagi Zmierzch”

    Polecam research przed pisaniem recenzji (;

  2. Rzeczywiście. Teraz sprawdziłam i ta pani tworzyła zmierzchowe fanficki. Nie zagłębiałam się zbyt w jej życiorys, skupiłam się na fabule. Jak widać dobrze rozszyfrowałam 🙂 Dzięki za komentarz.

  3. Nie chciałam się wcześniej wypowiadać, bo nie znałam książki osobiście. Teraz kiedy ją czytam, widzę, jak bardzo się z Tobą nie zgadzam 🙂
    Tak jak większość książek, ta również ma cos w sobie. Coś, co sprawia, że kobieta rzuca wszystko, siada i godzinami czyta o przeżyciach bohaterki. Może jest to nieudane życie seksualne, a może po prostu ta powieść jest na tyle interesująca, że wciąga czytelniczki. Sama mam zamiar napisać o tym, jakie uczucie ta książka budzi we mnie 🙂
    Twój tekst jest świetny, ale jedno mi się nie podoba 🙂 Uprzedzasz zbyt dużo faktów, a jak wiadomo, to niszczy radość z czytania 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  4. Starałam się nie wprowadzać wielu więcej informacji niż zawarto w nocie wydawniczej, ale jeśli ci zaspoilerowałam, to najmocniej przepraszam 🙂
    Książka jest mocno specyficzna i chyba albo się ją kocha, albo nienawidzi. Ja należę do drugiej grupy i serio, pojęcia nie mam co w niej wciąga. Drażni mnie jej przewidywalność i banalność. Jeśli ktoś chce ratować swoje życie seksualne to można robić to też lekturami z wyższej półki. Niemniej, chętnie przeczytam Twoją recenzję. Cenny, odmienny punkt widzenia. Pozdrawiam 🙂

  5. Na całe szczęście zdążyłam już wszystkiego dowiedzieć się z książki, ale gdybym przeczytała ten tekst dwa rozdziały wcześniej, to ominęłoby mnie zaskoczenie 🙂 Każdy tę książkę odbiera inaczej. Dla mnie jest w niej coś innego i w jakiś sposób mnie fascynuje 🙂 Aczkolwiek nie doczytałam jeszcze do końca. Jak tylko to zrobię, napiszę własną recenzję 🙂

  6. Ja tej książki nie czytałam, ale obiło mi się o uszy, że jest popularna… A więc o to dlaczego! Czekałam na jakąś ludzką recenzję i wydaje mi się, że jednak się nie skuszę:)

  7. Fenomen jest akurat bardzo prosty. Ludzie ciągle chcą czegoś innego, nowego. Ktoś pierwszy raz napisał erotyk i powiedział: „To jest łatwe i przyjemne. Nie, nie jesteś nienormalny ani niemoralny. Spokojnie możesz sobie czytać to porno w autobusie.”

  8. Ale na przestrzeni lat powstawały dziesiątki erotyków. Każdy jeden prawie lepszy od Greya. Dlaczego akurat ta kobieta zbiła majątek pomimo braku polotu pisarskiego i krzty talentu?

  9. Właśnie wydaje mi się, że marketing wokół niej jest kluczem do odpowiedzi.
    Dotychczas erotyki czytało się pod kołdrą w ukryciu przed dziećmi/rodzicami/partnerem. Na pewno nie w autobusie (choć zdarzają się i takie przypadki).
    Ponadto – reklama. Podobnie jak w przemyśle muzycznym. Im częściej puszczają w radiu naprawdę denna piosenkę, tym mniej nam przeszkadza jej bezsensowny, płytki tekst i nudna muzyka. Aż w końcu śpiewamy ją pod prysznicem. Tutaj jest podobnie. Jeśli kilkadziesiąt egzemplarzy leży w każdej księgarni z wielkim podpisem „odkrycie roku”, to w końcu dajemy się przekonać, że to prawda.

  10. Określenie „waniliowy seks” faktycznie jest stosowane przez BDSM-owców. Poza tym popieram Twoją recenzję. Książka jest miernie napisana, a bohaterowie płascy jak naleśniki. Wydaje mi się, że fenomen tej książki lezy właśnie w tym, że ludzie nie czytaja i nie mają odniesienia do lepszej literatury. To co dla jednych jest sufitem, dla innych jest podłogą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s