Sherlock z mieczem w ręku, czyli słów kilka o Hawku i Fisher…

 DSC_0539

 Wędrując po Pyrkonie, natknąłem się na karton książek idących po 5-8 złotych. Po przeryciu go wzdłuż i wszerz wybrałem kilka tytułów, wśród których znajdowały się dwa z serii Strażnicy Przystani. Tak wiem – pewnie większość z Was nie ma zielonego pojęcia co to za seria. Nie ma co ukrywać, na pierwszy rzut oka mały format i trochę badziewie okładki nie wzbudzają pozytywnych skojarzeń, ale kiedy już się za nie zabierzemy…

 Strażnicy Przystani to trylogia. Hawk i Fisher, Zwycięzca bierze wszystko, oraz Bogobójca składają się na cykl książek opowiadających o przygodach tytułowych Strażników, a dokładniej dowódców straży miejskiej typowego miasta fantasy – Przystani. Ten tekst będzie o pierwszym w kolejności tomie.

 Co w nim mamy na pierwszy rzut oka? No mamy Przystań, czyli zepsute do cna intrygami, pieniędzmi i interesami miasto; mamy wspomnianych już głównych bohaterów, którzy w dodatku są małżeństwem (o tym nie wspomniałem) i wyjątkowo upalne lato. Akcja powieści zaczyna się od polowania na wampira, który zaszył się gdzieś w dzielnicy biedoty i codziennie podsysał swoje ofiary. Podczas tego wstępu mamy świetną okazję do przyjrzenia się tytułowym bohaterom. Wiemy już czym się zajmują, a jacy są?

 Jest tu  Hawk – cyniczny, z lekka leniwy, świetnie władający toporem, no i jego żona Fisher – wybuchowa i do bólu bezpośrednia, dość wrażliwa na ludzką krzywdę oraz niepohamowana w zemście. Łączy ich uczciwość. Uczciwość takiego formatu, że w skorumpowanej Przystani są znani wszystkim. Za bezpardonowość, skuteczność i wyżej wspomnianą uczciwość. I właśnie te cechy stają się powodem, dla którego zostają wynajęci jako osobista straż radnego Blackstone’a, jednego z nielicznych niezepsutych do cna radnych.

 Po wstępie, jakim było polowanie na wampira, to właśnie tu zaczyna się główna akcja fabuły. Na cześć wyżej wymienionego radnego, u szanowanego czarodzieja Gausa wydawany jest bankiet, na którym w roli osobistych ochroniarzy Blackstone’a pojawiają się nasi główni bohaterowie. Zapewnieni przez gospodarza o bezpieczeństwie domostwa, gwarantowanym przez czary obronne, spodziewają się raczej spokojnego wieczoru, który jednak w pewnym momencie zamienia się w krwawą, duszną noc.

 Najbardziej zaskakująca w powieści Simona Greena jest zabawa konwencją fantasy, która w pewnym momencie zamienia się w klasyczny kryminał przełomu XIX i XX wieku. Mamy tu mordercę, ofiarę, kilka luźnych tropów i mnóstwo podejrzanych, z których każdy skrywa jakąś mroczna tajemnicę.

 Odkrywanie zagadki jest prowadzone prawidłowo i w dobrym tempie. Powoli pojawiają się nowe tropy, nowe zagadki do rozwiązania oraz wywracające wcześniejsze przypuszczenie na drugą stronę zwroty akcji dzięki którym autor prawie do samego końca pozostawia część kart zakrytych. Nie jest to może poziom Sherlocka Holmesa, ale całość jest przemyślana naprawdę dobrze i książkę czyta się jednym tchem.

  No właśnie. I tu jest problem, bo „jednym tchem” oznacza dwieście stron małego formatu, które naprawdę nie wystarcza na dłużej niż 3-4 godziny. Na szczęście porządne zakończenie wynagradza nam tę dość krótką randkę z książką, przez co niedosyt zostaje zażegnany.  A przecież zawsze możemy sięgnąć po kolejne części przygód Hawka i Fisher, które czyta się równie przyjemnie jak pierwszą.

 Biały

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s