Od kobiet dla kobiet, czyli babska strona fantastyki

gotowe

 Na pytanie o literaturę, którą lubię najbardziej, zwykle odpowiadam: fantastyka. I o ile osoba indagująca również lubi ten gatunek, rozpoczyna się dyskusja-rzeka o gatunkach, autorach, wyższości Piekary nad Komudą (lub odwrotnie), albo o sadze Terry’ego Pratcheta. Gorzej, jeśli  ten ktoś nigdy się nie zetknął bliżej z fantasy. Zwykle reakcje są dwojakie.

 Albo „Ojej! Dziewczyna? Fantastyka? Zombie, strzygi, upiory i smoki? Jesteś lesbijką albo coś?” I druga opcja: „Oo, czyli Zmierzch i te sprawy?”.  O ile pierwsze przełykam gładko, o tyle na drugie zaczyna stroszyć mi się sierść, obnażam kły, szykuję zaklęcia magiczne, uroki, napary ziołowe i wskrzeszam umarłych. Nigdy w życiu nie dobiłam do końca żadnego z tomów przesławnej sagi o niewydarzonej śmiertelniczce i co najmniej gejowatym wampirze. Po prostu nie ma takiej ilości alkoholu na świecie i tyle. Pamiętam próbę obejrzenia pierwszej części ekranizacji, jeszcze przed czytaniem. Przełomowy moment – bestialski amant za chwilę ukaże swojej ukochanej prawdziwe oblicze! Wychodzi na pełne słońce (wparło mnie w fotel w pełnym napięcia oczekiwaniu) i… ZACZYNA ŚWIECIĆ. Mieni się brokatowymi drobinkami jak jakaś wróżka. Vlad Palovnik przewracałby się w trumnie, gdyby mu kołek w sercu nie zahaczał o wieko.

 Z drugiej strony rozumiem w pewnym stopniu pogląd laików, że fantasy to jednak męska literatura. Krew, flaki, smocze serca i cała reszta, okraszona przekleństwami i rubasznym humorem. Rynek zaczął się pod tym względem zmieniać i wyszedł naprzeciw oczekiwaniom piękniejszej połówki populacji. Na półkach księgarni zaczęły pojawiać się tytuły, które zaliczyłabym do gatunku kobiecej fantastyki. Sama niezbyt gustuję w tego typu publikacjach, ale niedawno sięgnęłam po jedną z takich. Powodowało mną to, że poznałam autorkę na tegorocznym Pyrkonie, mówiła z sensem i niezwykle ciekawie.

 Mówię tu o Anecie Jadowskiej i jej książce „Złodziej dusz”, czyli pierwszej części Heksalogii o Wiedźmie. Zasadniczo tytuł zalicza się do urban-fantasy. Stwierdzenie, że jest babskie, to tylko mój wymysł. Co ciekawsze, akcja dzieje się w niedalekim Toruniu oraz jego alter ego, czyli Thornie. W modyfikowanym przez Jadowską uniwersum, część większych miast ma swoje odpowiedniki w magicznym świecie. Lokalnych patriotów uspokajam, Poznań też ma i to podobno najbardziej nowoczesne ze wszystkich. Bohaterką jest trzydziestoletnia Todora Wilk, urodziwa (a jakże!) policjantka, która w wolnym czasie jest wiedźmą o interesujących korzeniach. W Toruniu musi rozwikłać tajemnicę zagadki śmierci staruszki z piekła rodem, gorliwej wyznawczyni o. Rydzyka (autorka nie szczędzi przejrzystych aluzji, zdradzając własne poglądy na ten temat), a w równoległej rzeczywistości musi odnaleźć kogoś, kto porywa i torturuje istoty magiczne różnych gatunków.

 Nie może być przecież tak, żeby wiedźma była samotniczką. Kręci się wokół niej dwóch nieziemsko (dosłownie) przystojnych facetów. Żeby było zabawniej, jeden jest aniołem, drugi diabłem. Obaj się przyjaźnią. Jeden jest w prostej linii potomkiem Lucyfera, drugi Gabriela. Może być jeszcze ciekawiej: dwaj ostatni panowie są braćmi. A, zapomniałabym, jest jeszcze piętnastoletnie emo rodzaju żeńskiego, które popełniło samobójstwo, bo myślało, że w piekle wszystko jest kolorowe i gorące jak plaża na Ibizie, a każdy diabeł będzie miał na nią ochotę. Pobocznym zadaniem trójki naszych bohaterów jest przekonanie jej, że piekło wygląda odrobinę inaczej. Co kilka rozdziałów przemyka się jeszcze wątek pedofila, którego bohaterka chce przymknąć, ale poza własnymi wizjami nie ma na to dowodów (ciężko wszak byłoby wytłumaczyć prokuratorowi, że to taki wiedźmi talent).  Jak widać wątków jest sporo, każdy znajdzie coś dla siebie.

 Jak przystało na tego typu powieści, główna bohaterka ma nieposkromiony charakter, obraża wszystkich zwierzchników, tych ziemskich i tych magicznych, wciąż pakuje się w kłopoty i usiłuje nie wdać się w miłosny trójkąt. Ogólnie rzecz ujmując – akcja wciąga. Jadowska ma interesujący, niewymuszony styl, bardzo potoczysty język, momentami tryska humorem. Ewidentnie pisanie tej książki sprawiało jej przyjemność, być może utożsamia się z Teodorą, co wyjaśniałoby nasuwające skojarzenia jej drugie, magiczne imię nadane przez sabat – Jada.

 Dla mnie to sympatyczny przerywnik w trakcie uczenia się do sesji i poważniejszych lektur. Nie wiem, czy sięgnę po kolejne tomy heksalogii – czas pokaże. Z pewnością chciałabym poczytać Jadowską w innej konwencji, tego bardziej „męskiego” fantasy. Polubiłam jej styl i lekkie pióro. Z pewnością polecam „Złodzieja dusz” wszystkim kobietom, które chciałyby zacząć swoją przygodę z tym gatunkiem startując od czegoś lekkiego, o mocnym zabarwieniu romansowym.

 Pozwólcie, że na koniec zaspoileruję. Być może już niedługo pojawi się u nas recenzja książki innej pisarki, znanej z sagi o małym czarodzieju, czyli nieocenionej J.K. Rowling w wydaniu dla dorosłych, czyli powieści  „Trafny wybór”.

Karolina

Reklamy

4 thoughts on “Od kobiet dla kobiet, czyli babska strona fantastyki

  1. Po opisie fabuły nie wiem czy skusiłabym się na tę książkę… Wydaje się jakaś taka… Błacha, ale nie wiem, nie czytałam, nie oceniam:). Ja Zmierzch czytałam, oprócz ostatniego tomu i sama nie wiem czy gorszy jest film z Kryśką Drewno czy napisana kiepskim, banalnym i mizernym stylem książka. Niestety ostatniej części nie dałam rady przetrawić. Przeczytałam, aby móc z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to crap jakich mało.
    Fantastykę czytam w ilościach dużych i namiętnie, gdy jest czas:)

  2. Książka jest prosta, ale dobra w trakcie opalania na plaży.
    W trakcie czytania (a skończyłam też drugą część) zastanawiało mnie jedno. Czy świat kręci się wokół Jady? Wszystko jest jej udziałem. Trochę naciągane, nawet jak na fantasy.

  3. Twoje wspomnienie o filmowym „Zmierzchu” rozbawiło mnie do łez. Także i ja (przyznam też po pewnej ilości alkoholu) podjęłam się próby obejrzenia tego „dzieła” i podczas wyżej opisanej sceny z wrażenia (zdecydowanie nie pozytywnego) wysypały mi się miśki haribo.

    Fabuła wydaje mi się naciągana, ale przecież nie to jest najważniejsze w tym gatunku. Czy w trylogii A. Pilipiuka (która moim zdaniem jest fenomenalna) splecenie się losów agentki CBŚ, jej długowiecznej kuzynki i bośniackiej wampirzycy nie jest poniekąd absurdalne?

    Sam wpis jest pisany lekkim piórem, powieść wydaje się typowo ku rozrywce. Czy tylko mi obecność zakumplowanego anioła z diabłem przypomina Terry’ego Pratchett’a „Dobry omen”?
    Pierwszy raz zetknęłam się z tym tytułem, ale czuję, że w te wakacje do niego sięgnę 😉

  4. Rito, cieszę się, że być może nakłoniłam do lektury. To miły przerywnik przed czymś poważniejszym. Nie porównywałabym jej jednak do twórczości mistrza z Wojsławic. Toż to świętokradztwo 🙂 Bez bicia przyznaję się, że „Dobrego omenu” jeszcze nie czytałam, ale ciężko zgłębić całą twórczość Pratchett’a. Btw. kilka dni temu w księgarniach pojawił się kolejny tom heksalogii „Zwycięzca bierze wszystko”. Być może kiedyś go dorwę i tu zrecenzuję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s