Potworny powrót

up

Zaczęły się wakacje. Spędzam je mniej ambitnie niż Biały – nie czytam mądrych, historycznych książek. Wręcz przeciwnie – resetuję się (cytując naszą koleżankę Olę), żeby nie rzec, że uwsteczniam. Ale wcale na to nie narzekam. I jak patrzę na statystyki bloga, to Wy chyba też nie. Dlatego słów kilka o najnowszym box office’u.

Kiedy gdzieś na Filmwebie mignął mi zwiastun filmu pod tytułem „Uniwersytet potworny”, pierwsze co przyszło mi na myśl to, że ktoś postanowił nakręcić film o poznańskim UAM. Jak się okazało to jednak nie jest produkcja o mojej ukochanej Alma Mater, ale kontynuacja lubianej przez małych i dużych produkcji Pixara „Monster Inc.” Jako że bardzo podobała mi się pierwsza część, zabrałam ze sobą dwójkę młodszych krytyków (Lat 6 i 12) i udałam się na premierę.

Oglądaliśmy wersję w 2D z polskim dubbingiem (nota bene bardzo dobrym). Starych dobrych znajomych z fabryki strachów poznajemy w czasach, gdy jeszcze nie byli potwornymi przodownikami pracy. Ba, nawet się nie znali. Mike to typowy kujon, którego marzeniem od czasów małego potworka były studia na straszologii. Z drugiej strony jest Sully. Syn swego słynnego ojca… i niewiele więcej. Wychodzi z założenia, że nazwisko otworzy mu wszystkie drzwi. Mały, jednooki Mike jest w gorszej sytuacji. Na każdym kroku musi udowadniać wszystkim, że nie jest taką skończoną pierdołą na jaką wygląda. Z różnym skutkiem. Jeśli chcecie przekonać się, jak rodziła się ta niezwykła przyjaźń, musicie obejrzeć ten film.

Ja mam co do niego mieszane uczucia. Z pewnością nie dorównuje poziomem najlepszym produkcjom Pixara, takim jak „Wall’e” czy „Up” , ani nawet pierwszej części – „Potwory i Spółka”. Produkcja ciekawie oddaje typowy obraz amerykańskich uczelni – bractwa, podział na popularnych i przegranych, no i przesławne imprezy studenckie rodem z American Pie, chociaż brakuje tam oczywiście pikantnych scen i świńskich żartów. Jest i coś znanego studentom z polskiego podwórka, czyli konflikt między studentami Uniwerku i Strachotechniki. Aczkolwiek studenci tej drugiej są mało realistyczni – za mało kraciastych koszul i okularników z nosami w tabletach i komputerach. Nie żebym miała coś do panów i pań inżynierów – niech Wam ziemia lekką będzie.

Mało jednak w tym filmie naprawdę zabawnych żartów. Większość jest oklepana, znana z innych obrazów. Zwyczajnie wtórna. Plusem w tej kwestii są jednak nawiązania do klasyków – wprawny kinomaniak od razu je wyłapie. „Uniwersytet Potworny” nie skłania do refleksji, jak np. Odlot, choć jest tam parę scen, które mają piękny i wartościowy przekaz, zarówno dla małych jak i dużych widzów. Przykładem jest kluczowa scena nad jeziorem – moja sześcioletnia chrześnica się wzruszyła.

Wszyscy wiemy, jak wyglądają polskie tłumaczenia amerykańskich filmów. Tłumacze z bożej łaski często odbierają sens gagom tłumacząc je dosłownie lub po prostu źle. Tutaj jednak wielki szacunek da nich. Spisali się na medal. Podobnie jak plejada polskich gwiazd dubbingu. Tutaj zdecydowanie moją faworytką jest Danuta Stenka, która użyczyła głosu dziekan Skolopendrze.

Podsumowując: Nie można zapominać, że tworzono go głównie dla dzieci. I im bardzo się spodobał. Chichotały się jak szalone (cud, że żadne z nich nie zadławiło się popcornem). A ja też nie powiem, że straciłam czas. Film jest lekki i przyjemny dla oka. Z czystym sumieniem mogę polecić go każdemu, kto ma młodszą latorośl lub rodzeństwo.

K

Reklamy

2 thoughts on “Potworny powrót

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s