Aladeen motherfucker!

142983_art

Takiej jazdy po krawędzi nie miałem już dawno. Na „Dyktatora” skusiłem się, bo był pod ręką. Z początku film wydał mi się kolejną paskudnie głupią komedią z USA. Na koniec byłem pod kolosalnym wrażeniem.

Obalanie dyktatur jest ostatnio w modzie. Heroiczna Ameryka niesie w świat pokój i demokrację! Tylko jednemu facetowi się to nie podoba – Sacha Baron Cohen bezlitośnie szydzi z wielkiej dziejowej misji USA. Ale nie tylko z niej. Obrywa się także „pokojowym programom atomowym”, „demokracji”, feministkom, niechęci Amerykanów do ludzi pochodzenia pozaamerykańskiego, obrywa poprawność polityczna, terroryści, dziennikarze i wielu innych. Facet ma jaja. Nie dość, że dał scenariusz to jeszcze sam zagrał główną rolę.

Film zaczyna się dedykacją… pamięci Kim Dzong Ila. To znak, że trzeba zapiąć pas i trzymać się fotela. Za chwilę dowiadujemy się, że Aladeen jest dyktatorem niewielkiego afrykańskiego państwa o aspiracjach atomowych. Oczywiście program jest pokojowy – przy pomocy atomu będą leczyć i pomagać ludziom. Pięknie wygląda scena, w której władca, na oczach narodu, śmieje się z tego, że tak mówi. Ta scena jest znamienna dla filmu – pod nawałem sarkazmu, twórca obnaża wszystko to, o czym się nie mówi, ale ludzie myślą. Na podobnej zasadzie porównane są demokracja i dyktatura na końcu produkcji. Tylko, że tamten wywód jest wzbogacony twardą oceną postępowania USA, przez co scena jest jeszcze zabawniejsza.

Piszę tyle o humorze, ale film bywa obrzydliwy. Scena z porodem szokuje, a ludzie o słabszych nerwach albo wrażliwi na estetyką, mogą mieć z nią problem. Podobnie jak z publiczną obstrukcją na wysokości, czy chwilę później z widokiem z okna w tym amerykańskim wieżowcu. Ale film po prostu został tak pomyślany. Trafnie zauważył Łukasz Muszyński pisząc recenzję na Filmweb’ie: zanim zdążymy ocenić gag pod kątem estetycznym już mamy pięć następnych i po prostu nie ma na to czasu.

Ta propozycja przypadnie do gustu osobom lubiącym czarny humor. Żarty w stylu – (podczas porodu) przykro mi, mam złą wiadomość – to dziewczynka. Gdzie jest jakiś kosz? Albo na wiadomość o ciąży partnerki: co będzie, chłopiec czy aborcja? – zdecydowanie nie spodobają się każdemu. Może to jest zezwierzęcenie, śmiać się z takich rzeczy, za które ludzie często realnie cierpieli, ale raz na jakiś czas można odwiesić skrupuły na wieszak i dać się wciągnąć na półtorej godziny. Tym bardziej, że film nie jest głupi. Pod płaszczem humoru i zabawy, reżyser dotyka ciekawych kwestii i śmieje się z ludzkiej głupoty. Niesmaczne żarty są na dokładkę.

Aladeen motherfucker!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s