Mroczna Wieża – wpis gościnny Jarka Turowskiego

Goscie-w-gospodarstwie-Farmer-Fred_Wydawnictwo-Olesiejuk,images_big,29,978-83-7844-418-3Pamiętacie młodego pisarza, twórcę cyklu opowiadań z dreszczykiem „Za progiem”? Dzisiaj mam zaszczyt zaprezentować jego tekst, dotyczący mniej znanej części twórczości Stephena Kinga. Miłej lektury Wam życzę i tyle dziś ode mnie 🙂 

MROCZNA WIEŻA

Chyba każdy z nas, czytających, nosi w swoim sercu książkę, którą ceni bardziej niż inne. Lekturę, którą darzy sentymentem i do której często wraca. Dla mnie taką szczególną pozycją jest „Mroczna Wieża” Stephena Kinga. To właśnie o niej chciałbym opowiedzieć w swoim gościnnym wpisie na Skulturowieniu (z cichą nadzieją, że po przeczytaniu tych słów grono fanów Dark Tower powiększy się o kolejne osoby).

King znany jest czytelnikom przede wszystkim z horrorów, (Lśnienie, Misery, Miasteczko Salem). Nie wszyscy wiedzą, że jest on również autorem monumentalnej sagi fantasy, przez znawców porównywanej do Władcy Pierścieni, a przez samego Kinga uznawanej za swoje magnum opus, któremu poświęcił większość życia. Mowa rzecz jasna o cyklu Mrocznej Wieży, na który składa się osiem powieści tradycyjnych oraz osiem powieści graficznych (a kto wie, czy saga nie rozrośnie się o kolejne pozycje).

„Dark Tower” przywróciła moją wiarę w to, że fantastyka może być ciekawa i nieszablonowa. Jest to książka, do której trudno przypisać jakikolwiek gatunek literacki (choć utarło się uznawać ją za „powieść fantasy”). Znajdziemy tu wymieszane w różnych proporcjach elementy westernu, horroru, baśni, romansu, science-fiction, post-nuclear.

Rzecz dzieje się w kilku alternatywnych rzeczywistościach, lecz oś fabuły skupia się na świecie, który, być może, był kiedyś naszym światem. Jest to świat, w którym czas nie odgrywa już żadnej roli. Można powiedzieć, że upływa tak jak mu się to podoba – raz wolniej, a raz szybciej. Na potrzebę tego tekstu przyjmijmy jednak, iż akcja rozgrywa się w odległej przyszłości. Bardzo odległej, bo po Dawnych Ludziach (czyli nas) nie pozostało już prawie nic. Zostały rzeczy popsute albo takie, których przeznaczenie jest niewiadome – na przykład pewne plemię mutantów czci dystrybutor paliwa jako swego boga.

W świecie tym żyją Rewolwerowcy, wyborowi strzelcy i szlachetni obrońcy dobra oraz Bieli – klasa panująca, którą inni ludzie darzą wręcz boskim szacunkiem. Ale nie wszystkim podoba się taki stan rzeczy. Buntownik John Farson nazywa sam siebie Dobrym Człowiekiem i planuje wprowadzić demokrację. Z hasłami o wolności i równości na ustach rozpoczyna krwawą rewolucję przeciw Rewolwerowcom. Dobry Człowiek nie przebiera w środkach by osiągnąć cel – najmuje do armii najpodlejszych banitów i awanturników, przyjmuje w swe szeregi nawet mutanty. Jego wysiłki wspiera Człowiek w Czerni, czarnoksiężnik-psychopata. Gdy Farsonowi udaje się uruchomić stare machiny Dawnych Ludzi, takie jak chociażby czołgi, jego zwycięstwo wydaje się przesądzone.

Może gdybyśmy mieli do czynienia nie z Kingiem, ale z innym autorem, wydarzyłby się cud, nieoczekiwany happy end. Tutaj nic takiego nie ma miejsca. Świat zostaje zniszczony i spływa krwią niewinnych. Szlachetni Rewolwerowcy walczą dzielnie do końca, lecz na dłuższą metę nie mają szans w walce z przytłaczającą liczbą wrogów, czarną magią i wojskowymi machinami. Gilead upada, a Dobry Człowiek gra w coś na kształt golfa głowami poległych przeciwników. Świat „idzie naprzód”, a jedynym Rewolwerowcem, który przeżywa tę rzeź jest Roland – główny bohater Mrocznej Wieży.

Roland porzuca zgliszcza Gilead i udaje się w pościg za Człowiekiem w Czerni. Tutaj rozpoczyna się akcja pierwszego tomu sagi. Ostatni Rewolwerowiec jest ogarnięty obsesją na punkcie tytułowej Mrocznej Wieży – budynku, który stoi w centrum wszystkich wszechświatów, gdzie można znaleźć odpowiedź na każde pytanie, jakie kiedykolwiek zadano. Wierzy, że Człowiek w Czerni zdradzi mu sekret, jak odnaleźć drogę do Wieży. I ta właśnie droga, niezwykła podróż pełna przygód i strzelanin, zostaje opisana na kartach cyklu.

Przez kilka tysięcy stron towarzyszy nam niesamowite uczucie zagubienia, oderwania od jakiejkolwiek geografii i wyrzucenia poza ramy tradycyjnie pojmowanego czasu. Podczas podróży Roland staje do walki z licznymi przeciwnikami, jak chociażby: z super-inteligentnym pociągiem ze skłonnościami samobójczymi, najróżniejszymi cyborgami, wampirami i mutantami, demonem, który żywi się ludzkimi emocjami, a wreszcie ze swoim głównym przeciwnikiem – Karmazynowym Królem, wszechpotężnym szaleńcem, który chce zniszczyć Mroczną Wieżę, a co za tym idzie, unicestwić wszystkie możliwe światy, by na powrót zapanował pradawny Chaos.

            Gorąco polecam!

            Jarek Turowski

Inspirując się między innymi Kingiem, napisałem zbiór opowiadań, który możecie pobrać tutaj. Również gorąco polecam.

Reklamy

One thought on “Mroczna Wieża – wpis gościnny Jarka Turowskiego

  1. Mroczna Wieża to i jedna z moich takich ukochanych książek:). Wciągnęłam w nią męża, szwagra i kilku znajomych… To jest niesamowita podróż, Roland jest postacią tak niesamowicie skonstruowaną, tak wyjątkową i chyba moją ulubioną pośród wszystkich postaci, wszystkich przeczytanych przeze mnie książek. Niesamowicie King łączy także inne swoje powieści z tą właśnie. Dla fanów jego twórczości pojawia się wiele smaczków i nawiązań.

    Narobiłeś mi smaku, nie czytałam Mrocznej Wieży już chyba ze 2 lata, chyba pora na kolejną powtórkę:) (za każdym razem człowiek coś nowego odkrywa).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s